Gore dla dzieci

28 01 2007

Gore (wikipedia) – rodzaj horroru filmowego, charakteryzujący się dużą ilością krwi oraz wnętrzności, ludzkich oraz zwierzęcych.

Komercja dosięga wszystko, moje drogie dzieci. Nawet krew już nie może się lać normalnie, nawet wnętrzności nie mogą radośnie biegać po ścianach, a mózgi uderzać w sufit. Przynajmniej w kinach. Obecnie Cannibal Holocaust przekształca się w „Komercja Holocaust”.

Oglądnąłem ostatnio trzy filmy: Piła III, Teksańska Masakra Piłą Mechaniczną: Powrót oraz Severance, który – paradoksalnie – okazał się najciekawszy z tych wszystkich ambitnych „dzieł” zwanych bardzo odważnie – gore.

Pozwolę sobie pominąć kwestie ambitnej fabuły, której zawiłość spowodowała moje głębsze otępienie i zamarcie w fotelu. Do dzisiaj myślę o skomplikowanych „grach” w Pile 3 i o zaskakującej akcji w Powrocie Wesołej Piły Mechanicznej. Trzeba jednak przyznać, że to ma być gore, zatem – pal licho – fabułę. Ma być krwisto.

Niestety z tym gore też nie za bardzo. Piła III jest najbardziej kosztowną produkcją z serii, a mimo to – najsłabszą. Zagadki robią się powoli infantylne, a fruwających wnętrzności również odbiorca nie uświadczy. Zastosowane są pospolite chwyty ze „zwykłego kina akcji”, gdzie niby widzimy wszystko, a tak naprawdę nie widzimy nic. Przystojniacha przywiązanych łańcuchami wygląda zaiste mrocznie i straszliwie, ale tylko w pierwszych ujęciach. W momencie kiedy zaczyna wyrywać żelazo ze swojego ciała, mamy wrażenie, jakby odklejał lepce.

Masakra: Początek jest jeszcze bardziej spłycona i już więcej zostało pokazane w grze Gears of War, gdzie zabijanie piłą mechaniczną zaprezentowano w pełnej krasie. Co gorsze, fabuła również leży i kwiczy rozpaczliwie, podobnie jak aktorzy, którzy musieli zagrać w tym filmie.

Severance, mimo że trudno nazwać filmem gore, broni się najlepiej, gdyż jest posypany całkiem niezłą dawką humoru, a bohaterowie to prawdziwe indywidualności, które znalazły się w złym czasie w złym miejscu.

Czasami mam wrażenie, że więcej gore odnajdziemy w amatorskich filmikach na youtube, gdzie nogi fruwają w powietrzu, a wnętrzności wypadają na ziemię kilogramami. I jest to zrobione lepiej, niż w wielomilionowych produkcjach, jak Piła III. Ciekawe? Jak cholera.

Nikt nigdy nie myślał, że filmy gore wejdą na wielkie ekrany i będą robiły taką furorę i zamieszanie w światku kina. Nikt również nie myślał, że będzie to gore tak bardzo spłycone. Wersja rodzinna gore? Zapewne. Ale to wystarczy, aby potem opowiadać wszystkim, jak to widziało się spasionego, ubłoconego typa biegającego po drodze z piłą mechaniczną w wielkim łapsku. Jak to widziało się krwistą jatkę. Jak to podziwiało się łamane kości. I jakie to było straszne i obrzydliwie.





Saturn – żer dla idiotów?

20 01 2007

Nikt nigdy nie mówił, że będzie łatwo – a tym bardziej, że będzie łatwo w Polsce. W naszym pięknym kraju można polegać wyłącznie na sobie. W tym przeświadczeniu upewniła mnie wycieczka po kilku sklepach z serii „nie dla idiotów” w celu zakupienia nowiutkiej konsoli Microsoftu, która już troszkę temu na nasz rynek wkroczyła. Wycieczka ta zakończyła się zupełnym zwątpieniem w wiedzę „fach-manów” ze stoisk multimedialnych. Skąd oni biorą tych ludzi? Z podziemia?

Moją przygodę rozpocząłem od Empiku. Do „jaskini kultury” wkroczyłem raczej z ciekawości, gdyż konsolę planowałem kupić w promocji Media Markt. Mimo wszystko, chciałem zorientować się, jak wygląda sytuacja cenowo-sprzętowa w moim pięknym mieście. Pudełeczka z konsolami leżały wysoko na półkach – chyba specjalnie je tak ułożono, aby przypadkiem nikt ich nie zauważył. Niestety nigdzie nie mogłem znaleźć ceny sprzętu. Tabliczka, na której powinna być magiczna liczba uśmiechała się do mnie drwiącą pustką białego papieru. Po kilku minutach udało mi się złapać zabieganego pracownika Empiku i spytać się o cenę konsoli. W odpowiedzi usłyszałem rzucone niedbale „jakoś około 1400 złotych” (od kiedy 1599zł jest „około 1400zł” jeszcze nie udało mi się dowiedzieć). Ku rozpaczy biednego młodziana w czerwonej koszulce drążyłem temat dalej i starałem się dowiedzieć jakie gry są dołączone do sprzętu – „to są do niego dołączane jakieś gry?”. Upadłem.

Kolejnym przystankiem był Media Markt, gdzie udało mi się kupić konsolę w cenie promocyjnej. Mimo to, pracownik działu multimediów nie wywinął się przed moją podchwytliwą serią pytań. Jako że planowałem podłączyć sprzęt do monitora, potrzebowałem odpowiedniego kabla, który dla ekipy z MM okazał się wielką zagadką i tajemnicą. Gdy wypytywałem się o kabelek, pracownik MM miał taką minę, jakbym prosił go o prysznic z satelitą. Po dłuższej chwili tłumaczenia, o co mi tak naprawdę chodzi, fachowiec poprowadził mnie do skromnej półeczki z akcesoriami do X-a i wskazał kabel S-VGA. Próby dowiedzenia się o rożne rodzaje kabli VGA zakończyły się szybką odpowiedzią: „niech Pan poszpera w Internecie”. Już ja mu poszperam…

W czasie wizyty w Saturnie (który, nota bene, należy do tej samej firmy co Media Markt), szczerzący zęby Pan co prawda od razu poprowadził mnie do kabli, ale do kabli ze złączem Component, które bynajmniej nie pomogą w połączeniu konsoli z monitorem. Innych nie mieli – czekali na dostawę. Z ciekawości ostatnio poszedłem zobaczyć, czy sytuacja w Saturnie się zmieniła. Niestety nie – nadal czekają na dostawę. Widać nie dostali pod choinkę.

Skąd się to wszystko bierze? Czy naprawdę jest tak trudno dowiedzieć się kilka rzeczy o nowym sprzęcie, który zawitał do Polski? Tym bardziej, że zakupy robiłem już kilka miesięcy po premierze konsoli w naszym kraju! Co najgorsze, podobna sytuacja jest na stoiskach z telewizorami. Dla niektórych pracowników HD to nadal technologia przywieziona z Marsa i jakakolwiek wiedza w tym zakresie nie obowiązuje. Z drugiej strony, ten brak wiedzy w zupełności wystarcza aby wcisnąć jakiś chłam podnieconej rodzince, która widzi ekran większy od drzwi do mieszkania i kolorowy, błyszczący napisik HD Ready.

Niewiedza jest straszna, ale często brak towaru jest jeszcze gorszy. Potrzebne akcesoria do X-a jest okropnie trudno zdobyć. Sklepy co prawda mają wydzielone osobne miejsca na „bajerki” do konsoli Microsoftu, ale z reguły nie ma tam tego, czego szukamy. Zdobycie kabla VGA graniczy z cudem, a w Empiku – od czasu kiedy kupiłem ostatniego pada – nie zrobili dostawy! Ale za to można kupić pilot do Xboxa. Cudownie! Zawsze marzyłem o pilocie do konsoli!

Pamiętajcie. Udając się do sklepu w celu zakupienia konkretnej rzeczy, zawsze róbcie swój prywatny wywiad, zbierajcie informacje o sprzęcie i idźcie na zakupy przygotowani niczym na egzamin. Tylko w ten sposób będziecie mogli zweryfikować, czy ten uśmiechnięty/znudzony „Doradca Fachowy” wie o czym mówi, czy pierniczy od rzeczy. Najczęściej zakończy się na tym drugim.





Borat w więzieniu, młodzież w MTV

14 01 2007

Oglądnąłem Borata. Zrobiłem to bardziej z obowiązku niż z zainteresowania – trzeba być w końcu na czasie. Poza tym nie lubię, jak ktoś rozmawia o filmach, o których nie mam pojęcia.

Oglądnąłem Borata. Będąc szczerym, to prawie usnąłem z nudów. Film jest troszkę inny od Ali G – mniej wulgarny, inaczej kręcony i posiadający iluzję ciekawej fabuły. Dziennikarz z Kazachstanu zabiera ze sobą wszystkie złe maniery swych ziomków i wyrusza na podbój US i A oraz boskiej Pameli „Słoneczny Patrol” Anderson. Borat posiada kilka ciekawych i nawet śmiesznych momentów, ale w większości drzemałem, zastanawiając się kiedy wreszcie wydarzy się coś ciekawego (zaznaczam, że pisząc „ciekawego” nie mam na myśli gonienia się na golasa – tym bardziej jeśli wśród tych golasów jest obrzydliwy, owłosiony grubas).

W każdym razie film niejako zmusił mnie do głębszych przemyśleń. Powiedzcie mi, gdzie są te genialne komedie vide świetna Maska, czy śmieszne dzieła z Murphym? Czy obecne młode społeczeństwo potrafi się śmiać tylko z dup, fruwających siusiaków, przeklinania, rzygania i opróżniania się w miejscach publicznych? Czy naprawdę zatraciliśmy wyczucie smaku i dobrego dowcipu?

Nie twierdzę, że te filmy nie śmieszą – sam rechotałem oglądając Ali G. Ale mimo wszystko, czy to jest normalne? A nawet inaczej – czy nie ma już „normalnych”, naprawdę dobrych komedii? Był Pamiętnik Bridget Jones, o ile można ten film nazwać pełnoprawną komedią. Byli Piraci z Karaibów, ale to film przygodowy lekko przyprawiony dowcipem. No i jest Borat. Jak się mash?

Ostatnio często zacząłem używać sformułowania „społeczeństwo MTV”. Szalenie mi się to podoba. To właśnie tam rozpoczął swą karierę Jackass – program, który dawniej budził tylko niesmak, a teraz stał się wielkim hitem. Dzielni chłopcy z MTV poszli śladem Johnnego Knoxvilla (a tak naprawdę Philipa Johna Clappa) i powstały nowe, błyskotliwe programy jak Viva la Bam oraz zabawiający się ze zwierzątkami Wild Boyz. Cud, miód i orzeszki! Palce lizać! Jak się mash?!

Obecnie MTV to wylęgarnia masowego debilizmu i ograniczenia umysłowego. Yo nigga I’m from America! Program ten, zamiast dobrą muzyką, karmi nas gównianą ramówką, w której producenci chyba prześcigają się w konkursie, kto wymyśli bardziej poroniony program. Stwierdziłem, że ciekawym doświadczeniem będzie zebranie informacji o kilku „elitarnych” programach z MTV, które „Music TV” przestało być kilka dobrych lat temu. Teraz to jest ITV – Idiot TV.

Dismissed – prawdziwy hit dla osób z kompleksem mniejszości! Masz ochotę zaszaleć? Wbijaj śmiało do programu Dismissed! To jedyna okazja aby umówić się nie z jedną, ale z dwoma osobami! Po randkach zaaranżowanych przez MTV, możesz wybrać, z którym z „kandydatów/kandydatek” masz ochotę spędzić romantyczny wieczór. Prawdziwe cudo, ale chyba coś oglądalność spadła, bo pojawiają się też odcinki z gejami. Mmmm Gey Dismissed – ciekawe co na to by powiedział Giertych. You are Dismissed?

Date my Mom! – to jest już program dla ludzi o mocnych nerwach, a szczególnie takich, których pociągają starsze panie. A co, każdemu należy się coś od życia. Kandydat udaje się na randki z trzema „sexy Mamma” i na podstawie tych spotkań musi wybrać jedną z córek. Jaka matka, taka córka? Kto ma ochotę na małe rendevu z mamusią?

Penetratorzy – nie wiem jak Wy, ale ja nienawidzę, gdy mi ktoś grzebie w pokoju. Penetratorzy to kolejny ambitny program, w którym swoją towarzyszkę/towarzysza wybiera się po głębszych oględzinach jego pokoju. Stwierdzam, że po oględzinach mojego pokoju, wybrałaby mnie tylko sadomasochistka. Ale Amerykanie widać lubią takie szperanie w szufladkach.

Jackass/Wild Boyz – wiele komentarzy nie potrzeba. Dupa, sranko, rzyganko, a na śniadanie ruchanko. Jednym słowem wszystko, co obrzydliwe.

Viva la Bam – Prawdziwy niegrzeczny synalek, który ma za dużo kasy. Bam wraz ze swoją cudowną ekipą pokaże Wam, jak wkurzyć rodzinę, jak zrobić z domu skejtpark i jak tłuc ojca. Eh, te nowoczesne modele rodziny.

You Bet It! – Swego czasu w Polsce leciał program, gdzie za określoną sumę pieniędzy ludzie musieli robić różne zabawne, a czasami troszkę poniżające rzeczy. Nie musieli natomiast jeść stosów jajek, połykać surowych ryb, octu, ślimaków, ani biegać na golasa naokoło uczelni. W You Bet It to standard. Kto ma ochotę zjeść w 20 sekund 15 jajek za 50 dolarów? Kubeł na „małe conieco” wliczony w koszta oczywiście.

Jeszcze kilka genialnych programów na pewno się znajdzie. Najciekawsze jest to, że tego typu rzeczy się przyjmują i ogląda je multum osób. Za ciosem idą scenarzyści i reżyserzy, prezentując nam takie dzieła jak Ali G, Borat i kilka innych. Zastanawiam się, do jakiego poziomu można się jeszcze zniżyć? Da się w ogóle niżej? Może za kilka lat będziemy się śmiać z uprawiania seksu z kozą i psem? E nie, z psem już robił to Ali G. Pozostają króliki. Jak się mash?





Wii największym konkurentem… X360?

11 01 2007

Tak przynajmniej stwierdził Bill Gates w czasie wywiadu dla jednej z japońskich telewizji. Według wesołego Billa największą konkurencją dla nowej konsoli Microsoftu nie będzie Sony, a przenośna konsolka DS oraz Wii, które niedawno wdreptało na światowe rynki.

Kolejny, subtelny atak na Sony? Drwina w żywe oczy? Można by tak całą sytuację odebrać, gdyby nie drobny fakt, że zdanie to zostało wypowiedziane w Japonii, gdzie – jak wiadomo – pozycja X-a jest bardzo słaba (acz stale rośnie). Bill zapewne miał na myśli tamtejszy rynek, a nie europejski oraz amerykański – z drugiej strony, nic takiego nie powiedział.

Teorii spiskowych zaczęło się mnożyć w zastraszającym tempie, a „fan-boye” X-klocka znaleźli kolejny powód aby z radością równać z błotem „fan-boy’ów” Sony. Czyż to nie urocze?

Warto zwrócić uwagę, że Sony siedzi cichutko w czasie gdy o X-boxie jest wszem i wobec niezwykle głośno. Bardzo możliwe, że to cisza przed burzą.

PS. Spójrzcie jak Bill się wesoło uśmiecha w czasie tego wywiadu. W sumie ma powody do radości ;)





ZUO w CD Projekt?

11 01 2007

Ten wpis wymaga krótkiego wstępu. Jak zapewne niektórzy wiedzą, przez pewien okres pracowałem w jednym z serwisów „największego polskiego portalu” Onet.pl. Współpraca układała się wyśmienicie – do czasu. Przez te kilka miesięcy wystarczająco poznałem „wnętrze” organizmu Onetu oraz ludzi tam pracujących, aby zupełnie zniechęcić się do owego – jakże intrygującego – miejsca. Oliwy do ognia dolało kilka niezbyt miłych dla mnie incydentów i skończyło się na powiedzeniu Onetowi „papa”. Obiecałem sobie tym samym, że już nigdy nie opublikuję w tym serwisie jakiegokolwiek mojego tekstu – nie postawię tam nawet kropki. Szybko zorientowałem się, jakie los potrafi płatać figle.

Od czasu odejścia z Onetu szukałem innych możliwości dorabiania – oczywiście w „branży”. Padło na CD Projekt. Ostatnio dostałem propozycję napisania dla tej firmy tekstu, którego tematyka w tym momencie jest nieistotna. Jako że oferta była całkiem atrakcyjna, przystałem na to i nie wdając się w szczegóły, zabrałem się za pisanie (oczywiście byłem przekonany, że artykuł wyląduje zgrabnie na stronie CDP gram.pl).

Kilka dni po wysłaniu artykułu odzywa się do mnie znajomy i zdziwiony mówi, że tekst znalazł się w… Onecie! Szybko zebrałem szczękę z podłogi i – złamawszy swoją kolejną obietnicę nie wchodzenia nigdy z własnej woli na ten serwis – zacząłem buszować między artykułami, aby przekonać się o tym fakcie na własne oczy.

Trzasnąłem ręką w stół, kopnąłem w drukarkę, walnąłem głową w monitor, złapałem przebiegającego obok kota za ogon i wyrzuciłem przez okno. Uspokoiłem się dopiero gdy chciałem wywalać Xboxa 360.

Co za przeklęta ironia losu prawda? Bardzo jestem ciekawy, jakie jeszcze przygody czekają mnie z Onetem, gdyż coś mi mówi, że to nie koniec. Jaki morał z tej historii? Nigdy nie mów nigdy? A może – zawsze upewniaj się, gdzie wyląduje twój artykuł? Zapewne i jedno, i drugie.





TV na X360!

11 01 2007

Nie, to nie bajka – wilk nie wyje, babcia nie śpi, czerwony kapturek nie biega po lasku. Microsoft zapowiedział kolejną, niesamowitą nowinkę na swoją najnowszą konsolę! Jeśli odtwarzanie filmów, muzyki oraz przeglądanie zdjęć, to dla was zdecydowanie za mało, poczekajcie na ciężkie działo o nazwie IPTV.

XTV

Dzięki IPTV będziemy mogli oglądać programy TV oraz filmy korzystając z konsoli Microsoftu. Najciekawszą możliwością nowego systemu jest opcja nagrywania sygnału na dysk twardy – nawet w czasie prowadzenia zaciętych potyczek poprzez Xbox Live!

Jak dla mnie, to kolejny, zręczny cios dla Playstation 3. Niech jeszcze ktoś ośmieli się powiedzieć, że nastała „moda” na krytykowanie Sony i ich ciężkiego, kosztownego odrzutowca! To żadna moda – to czyste fakty. Osobna sprawa, że w Polsce zapewne bardzo długo nie uświadczymy IPTV. Tym bardziej, że nawet w USA nie wszyscy dostawcy oferują kompatybilne z IPTV usługi. Może za kilka lat oglądniemy Prison Breake’a na X360… a morze jest głębokie, szerokie i niebieskie.





Startujemy

11 01 2007

Pierwszy wpis. Postanowiłem, że obejdę się bez sentymentalnych dywagacji na temat powodów stworzenia bloga, na temat przeszłości, teraźniejszości, a nawet przyszłości. W filozofa bawił się też nie będę – wenę oczywiście mam, ale przyda się trochę konkretów zamiast opowieści, które można snuć przy kuflu piwka.

Blog będzie poświęcony wszystkim rzeczom, którymi się interesuje. Czyli muzyka… sport… eeee… no i to będzie na tyle. No może jeszcze znajdzie się miejsce na literaturę, elektroniczną rozrywkę (głównie), sztukę, politykę, szeroko pojętą twórczość i inne ambitniejsze elementy. Zapewne dostanę kiedyś Nobla za prowadzenie tego cuda. Czas pokaże (nie, nie ten murzyn).

Po prawej stronie od czasu do czasu będę aktualizował działy „ostatnio napisane” oraz „ostatnio nagrane”, zatem jeśli ktoś ma ochotę poczytać, tudzież posłuchać moich wypocinek, to zapraszam do ściągania. Główną część bloga będę w miarę możliwości i ciekawych wydarzeń aktualizował. Niedługo pierwsze hot-wpisy. Trzymajcie się ramy, to się nie posramy! ;)