Chyba staję się powoli stetryczały. Coraz więcej gier mnie denerwuje, coraz więcej „rewolucyjnych” pozycji nudzi mnie po kilku minutach zabawy i coraz więcej potrafię skrytykować zamiast pochwalić. I to nie tylko w dziedzinie elektronicznej rozrywki – ewidentne ubytki znajduję i w filmach, i w książkach, o mediach nie wspominając. Nie dziwi zatem fakt, że strasznie mnie denerwują chwilowe „mody” na daną rzecz, dany ciuch, dany temat w prasie. Ostatnio niezwykle modna stała się gra Second Life, która rozpoczęła swój podbój wirtualnego świata w 2003 roku.
Po przeczytaniu kolejnego artykułu o Second Life, zastanowiłem się, kiedy zobaczę kolorowe ludziki w „Życiu na gorąco” lub w „Tele Tygodniu”. Boom na Second Life strasznie mnie denerwuje, tym bardziej, że owy boom w skali światowej nakręca niesłychanie sprawna machina marketingowa firmy Linden, która jest odpowiedzialna za Drugie Życie.
Czym jest Second Life? Wirtualnym światem, który ma symulować w jak najwierniejszym stopniu realne życie, wraz z jego rynkiem, ekonomią i prawami egzystencji. To gracze tworzą świat Second Life – otwierają sklepy, zakładają firmy, kupują działki, budują domy, a nawet ogromne aglomeracje i wesołe miasteczka pokrywające całe wyspy. Second Life jest zarazem wielkim fenomenem, jak i wynikiem ogromnej machiny marketingowej.

Pierwsze sprytne kłamstwo widzimy już po wejściu na stronę Second Life, gdzie czytamy – „Since opening to the public in 2003, it has grown explosively and today is inhabited by a total of 4,625,890 people from around the globe”. Z tej informacji ślicznie wynika, że w grze będziemy uczestniczyli wraz z niemal 5 milionami (sick!) osób równocześnie. Nic bardziej mylnego. Wystarczy chwilkę pogrzebać w statystykach, aby zauważyć, że ilość osób czynnie biorących udział w zabawie w danym momencie oscyluje w granicach 10 tysięcy. Reszta to tak zwane „martwe konta”, czyli osoby, które weszły, zobaczyły i uciekły.
Kolejny, celny chwyt marketingowy, to znane osoby (aktorzy, piosenkarze), którzy – rzekomo – posiadają swe awatary w świecie gry. Co prawda nikt ich nigdy nie widział i nic o nich nie słyszał, ale na pewno krążą po Second Life skryci w mgle mroku i tajemnicy.
Ostatni z chwytów, to fakt, że można pieniądze z Second Life zamieniać na dolary (i w drugą stronę: dolary na Lindeny). Dzięki temu, wiele osób pragnie wzbogacić się zakładając firmę lub sklep w świecie Second Life. Szansa na zarobienie jakichkolwiek realnych pieniędzy w SL jest minimalna. Oczywiście są osoby, które się swojego dorobiły w wirtualnej rzeczywistości Drugiego Życia, ale wyjątki potwierdzają regułę.
Mimo tych wszystkich, sprytnych kruczków i haczyków (jeśli chcemy posiadać własną ziemię i dom musimy opłacać abonament), trzeba przyznać, że Second Life to pewnego rodzaju fenomen. Świat w całości kontrolowany i tworzony przez graczy wraz z jego ekonomią, polityką i zasadami. Jest to pewnego rodzaju krok na przód w zakresie wirtualnej rzeczywistości.
Second Life jest grą bardzo ciekawą, jednak uważam, że ciekawostką pozostanie. Ja za podwójne życie podziękowałem. Wystarczą mi problemy tego realnego.
